Odrodzona jak feniks z popiołów

Liczba słów: 2.290
Kategoria: One-shot
TW?: seks, wyuzdane sceny, Non-con  


Przez okno niewiele mogłaś dostrzec; niezbyt wyraźnie widoczne morze i kontury metalowej konstrukcji mostu. Deszcz był niesamowicie potężny, co nie pomagało w twojej, i tak już trudnej, jeździe. Zmarszczyłaś brwi i starałaś się nie zasnąć przed kółkiem, przy czym nie pomagało ci w tym ciągle ogarniające cię zmęczenie i uczucie charakterystycznego piasku pod oczami. Dlatego też nie zauważyłaś figury niesamowicie szybkiej postaci pokrytej czernią, której krwistoczerwone oczy śledziły każdy twój ruch z nieukrywaną radością oraz drapieżnym uśmiechem. Tak jakby ta istota, która cię śledziła cieszyła się z faktu, że nie widziałaś jej ruchów - że nie widziałaś, jak w bezdźwięcznie dalej śledzi kierunek jazdy pojazdu.

Że nie widziałaś, jak tajemnicza postać unosi się nad twoją głową.

Zauważyłaś ją dopiero, gdy składany dach rozsunął się z impetem, a twoje włosy zaczęły się poruszać zgodnie z kierunkiem wiatru. Nie chciałaś do końca wierzyć własnym oczom - za tobą stała wysoka postać, która była spowita czernią tak bardzo, że nie potrafiłaś nic na niej zobaczyć poza wściekle czerwonymi oczami, patrzącymi na ciebie niczym wilk na swoją owieczkę, która zabłąkała się w czarnym lesie. W twoich uszach bębnił obłąkany, okrutny, mrożący krew w żyłach śmiech pełen szyderstwa z twojego naiwnego jestestwa.

Próbowałaś jakoś zrzucić niechcianego pasażera próbując jechać zygzakiem, mając nadzieję, że osoba za twymi plecami straci równowagę i spadnie. W panice próbowałaś przypomnieć sobie, gdzie schowałaś swoją broń, gdy nagle mimowolnie ruszyłaś nogą kopiąc sporej wielkości wielki, czarny futerał ginący w mroku pod twymi stopami. Poczułaś nagle zimny dotyk, który w niczym nie przypominał ciepłego dotyku dłoni drugiego człowieka. Był on bardziej podobny do zaciskających się ostrych szponów. Włosy stanęły dęba i odruchowo, niemal natychmiastowo, puściłaś kierownicę. Samochód poruszał się przez kilka sekund w sobie tylko znanym dzikim zygzaku, który zakończył się, gdy karoseria uderzyła w konstrukcję mostu. Szybko chwyciłaś futerał jedną ręką, a drugą próbowałaś rozpiąć zamek. Po chwili w dłoni dzierżyłaś swoją broń, którą szybko zablokowałaś atak tajemniczej persony skierowany w głowę. Kolejno odbijałaś ataki, które były wymierzone w twoją stronę, starając się jak najbardziej aby zachować trzeźwy umysł. Nie było to teraz zbyt trudne, gdyż strach i adrenalina, które dominowały w twoim ciele skutecznie wybudziły cię ze stanu pół przytomności. Szeroko otwartymi oczyma, próbowałaś zidentyfikować twarz swojego przeciwnika, ale było to niesamowicie trudne - poza intensywnie jarzącymi się czerwonymi oczami, twarz twojego wroga nie miała żadnych cech charakterystycznych, żadnych rys. Tylko sylwetka, której twarz ginęła w mroku jej ciała, a szydercze spojrzenie i śmiech na zawsze ci pewnie utkwią w pamięci.

— Hahahahaha! — śmiała się ci prosto w twarz próbując trafić pięściami. — To naprawdę niesamowity pokaz talentu! Widzę to, zawsze widziałam w tobie ogromny talent!

Syczący głos postaci przed tobą nagle zaczął ci coś przypominać, a jej słowa przypomniały ci o kobiecie, którą tak ubóstwiałaś ponad wszelkie niebiosa. Chociaż dalej nie widziałaś rzadnych znaków szczególnych na ciele twojego rywala, to nagle coś ci ta sylwetka zaczęła przypominać to ciało, które tak bardzo zawsze kochałaś.

— Fu Hu…

Nie dokończyłaś. Pięść uderzyła tak mocno, że się prawie przewróciłaś, a kopniak w brzuch sprawił, że się zgięłaś w pół. Ból, który narastał ciągle w twoim brzuchu i głowie był przeszywający wnętrzności, okropnie bolesny, wręcz nie do zniesienia. Dokładnie czułaś jak twoje ciało krzyczy z przerażenia i piszczy z bólu, na każde najmniejsze skinienie.

Postać zmusiła poprzez chwycenie podbródka i skierowanie wzroku w jej stronę do spojrzenia prosto w jej okrutne oczy pełne szyderstw i sadyzmu, całkowicie niepodobnych do łagodnych i zawsze spokojnych oczu Fu Hua. Głos, który brzmiał, jakby stała przed tobą nie jedna, a dziesięć Fu Hua się ponownie zaśmiał.

— Lepiej się mi przyjrzyj dobrze, bo będą tą która niedługo będzie cię mieć już na wieki.

To musi być zły sen. To musi być zły sen. To musi być zły sen. To musi…

— Oj nie, moja droga. To nie jest sen! TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ!

Na pamiętałaś co się z tobą działo. Było to tak jakby ci przysłowiowo “urwał film”, a dająca się we znaki głowa, przez którą czułaś się jakby ktoś przebijał twój mózg cienką szpilką nie pomagała w myśleniu. Twoje oczy nie rejestrowały co aktualnie się dzieje wokół ciebie. Spod na wpół przymkniętych powiek nie mogłaś zobaczyć czegoś co byś mogła rozpoznać. Wszędzie było ciemno, zimno i wilgotno.

Próbowałaś wstać, ale coś jakby przygniatało cię do ziemii. W twojej głowie zaczął rządzić bezprecendosowo paniczny, wręcz pierwotny strach. Rósł on coraz bardziej przez fakt, że pomimo dalszych prób twoje ciało nie chciało się ciebie słuchać. Tak jakby już nie należało do ciebie.

— Bo już nie należy. Jesteś na mojej ziemi, więc musisz robić co ci karzę! — zaśmiał się okrutnie znajomy głos. Nagle cała pamięć powróciła ze zdwojoną siłą, cały ból i strach, który odczuwałaś wtedy tylko spotęgował, ten zwierzęcy strach o twoje żałosne życie, który odczuwałaś teraz. Pierwsza łza spłynęła ci po policzku; jedna łza zmieniła się w dwie, a dwie w cały strumień, a śmiech przypominającej Fu Hua kobiety, której nie mogłaś dostrzec ci wcale nie pomagał w uspokojeniu się. Nagle jednak śmiech ucichł, co się jednak nie stało z twoim szlochem, który tylko przybierał na sile. Dlaczego to się dzieje? Dlaczego mnie to spotkało…?

— Czemu do cholery płaczesz?! — ryknęła “Hua”, tak jakby stała przy twoim uchu. — Dorosła baba, w dodatku jedna z silniejszych walkirii w Schicksal, która pokonała setki potworów a płacza jak małe dziecko!

— KIM JESTEŚ?! — odkrzyknęłaś z rozpaczą i wściekłością, która ogarniała twoje ciało w miejsce smutku i bezsilności. Udało ci się w końcu wstać do pozycji siedzącej, co tylko podsyciło twoją pewność siebie. Twój mały triumf nie trwał jednak długo; twoje kostki i nadgarstki zostały przypięte do powierzchni, która w tej całej ciemności była najwyraźniej ścianą ciężkim metalowym łańcuchem, który pojawił się niewiadomo skąd. — KIM TY DO JASNEJ CHOLERY JESTEŚ?! BO NA PEWNO NIE JESTEŚ FU HUA, KTÓRĄ ZNAŁAM!

Szyderczy śmiech kobiety, która śmiała nazywać się twoją Fu Hua ponownie dotarł do uszu. Nie mogłaś uwierzyć, że to naprawdę może być twoja zmarła kochanka i mentorka w jednym, to było po prostu niemożliwe. Fu Hua zawsze była trochę zimna, ale pod tym oceanem chłodu kryło się miękkie i łagodne serce. Nigdy nie była okrutna, a wręcz przeciwnie. Poza walką z Honkai czasem ci się wydawało, że była aż zbyt łagodna…

Podparcie w postaci ściany nieprzewidzianie zniknęło, a lodowaty wiatr wywołał gęsią skórkę. Dopiero teraz sobie uświadomiłaś, że jesteś całkowicie naga, tak jakbyś nie była jeszcze bardziej bezbronna niż teraz jesteś. Wyczułaś za swoimi plecami czyjąś obecność, a po krótkiej chwili poczułaś jak zimne dłonie dotykają twoich piersi i jak równie, albo nawet bardziej zimne usta całują małżowinę twojego ucha. Zadrżałaś na to niespodziewane doznanie, zwłaszcza, gdy palce “Hua” zaczeły szczypać twoje sutki.

— Nie martw się, kochaniutka. — wyszeptała ci do ucha uwodzicielsko “Hua”, gdy jej prawa dłoń zakończyła pieszczoty piersi, a miast tego zjechała na dół aby dotknąć dolnych warg oraz aby mocno potrzeć łechtaczkę, tak jak zawsze to robiła Fu Hua, gdy była szczególnie napalona. — Zaopiekuję się tobą, w końcu znam cię bardzo dobrze.

— Nie jesteś Fu Hua, więc nie możesz mnie znać do… ahhhh!… — mruknęłaś z łzą spływającą ci po policzku. W twoich myślach głos brzmiał nieco bardziej buntowniczo i ostrzej niż ten pokaz małej, bezradnej ofiary, który zaprezentowałaś. Spotkało sie to tylko z lekkim prychnięciem i agresywniejszymi ruchami.

— Zakład, że mogę? — syknęła buńczucznie odwracając twoją twarz tak aby mogła cię pocałować. Pocałunek ten w niczym nie przypominał miękkich i subtelnych pocałunków Fu Hua - był on jasnym znakiem jej dominacji, będąc przy tym prawie bolesnym. Równie brutalnie również się oderwała od twoich ust, z małą strużką śliny łączącą wasze wargi.

Przez twoje ciało przeszedł przyjemny dreszcz i impuls, który obezwładniał cię co raz bardziej, kiedy “Hua” pieściła łechtaczkę okrężnymi ruchami palców i całowała szyję z niespotykaną u Fu Hua energią. Gdy chciałaś zacisnąć nogi kobieta na to tylko się uśmiechnęła szyderczo, włożyła kolano między twoje nogi i drugą dłonią ścisnęła miękką skórę uda, dalej nie zaprzestając swoich pieszczot.

Nie powinnaś się tym cieszyć, i zresztą się tym nie cieszyłaś… musiałaś się jakoś wydostać z jej objęć…

Próbowałaś po raz kolejny się poruszyć tak aby się wyrwać się, albo przynajmniej uniemożliwić “Hua” dalszego bezszczeszczenia twojego ciała. Spotkało się to jednak z niezadowolonym westchnięciem twojej partner… nie! Stop! Nie powinnaś tak o niej myśleć, ani tak o niej mówić.

— Co się tak mnie boisz, kotku? — mruknęła nieco zawiedziona twoim zachowaniem. — Przecież cię nie zabiję. Chcę tylko dać ci przyjemność, na którą zasługujesz.

Ruchy “Hua” przyśpieszyły, jeśli było to w ogóle możliwe, na co jęknęłaś z głębokim westchnieniem. Bez większych ceregieli włożyła pierwszego palca do cipki, co wywołało u ciebie kolejną falę westchnięć i jęków, co się stało również, gdy dodała kolejnego palca, po to by nimi oboma poruszać w stałym rytmie, otumaniającym twoje, już i tak zamglone przez mgłę pożądania zmysły. Ruchy palców “Hua” były ostre, gwałtowne i dzikie, próbując dać ci jak najwięcej doznań, co się jej ewidentnie udawało, patrząc na twoją zaczerwienioną twarz, jęki oraz ruchy ciała, które wiło się w konwulsjach przyjemności. “Hua” zresztą nie skończyła tylko na twojej cipce - twoje ciało zaśmiecały ślady ugryzień i malinek, które trudno będzie cipotem ukryć pod ubraniem.

— Hmmm… ahh… — westchnęła z małym jękiem pocierając nieco nogami na obraz twojego opanowanego przez pożądanie ciała. — Nie wiem ile wytrzymam bez dojścia dzięki tym twoim malutkim, słodkim usteczkom. Mogłabyś dać mi tę przyjemność?

— AHHHH! FU HUA, PROSZĘ, JA…! — wrzasnęłaśna całe gardło, gdy twoje ciało zaczęło niekontrolowanie drżeć i wić się w jej rękach w impulsie orgazmu, którego doznałaś. Czułaś wstyd. Dlaczego nazwałaś ją imieniem swojej zmarłej Fu Hua. Czymkolwiek była persona przed tobą, nie była ona Fu Hua, chociaż czy jest to aby na pewno pewne.

Przestań o tym myśleć! Ona nie jest Fu Hua i nigdy nią nie będzie!

Oczywiście, jako bardzo miłosierny mistrz, “Hua” zrobiła wszystko aby przedłużyć twoją przyjemność, abyś mogła się tym cieszyć jak najdłużej. Ale przecież nie może wiecznie patrzeć i sprawiać tobie przyjemność, prawda? Ona też sobie zasłużyła na małą odpłatę.

Gdy próbowałaś dojść do siebie po orgazmie nagle łańcuchy puściły twoje kończyny i wylądowałaś wprost w ramiona “Hua”. Pogłaskała cię delikatnie po głowie tak jak to robiła to Fu Hua po seksie, aby dodać ci otuchy i rzekła byś “postarała się dla swojego mistrza” kierując twoją twarz w stronę jej własnej cipki. Nie wiesz jak to się stało, ale ona również była w tym momecie całkowicie naga. Jej ciało było niemal identyczne jak te Fu Hua; takie same piersi, które lubiłaś ściskać bez końca, taka sama cipka i łechtaczka, które lubiłaś pieścić, gdy obie byłyście napalone…

Nawet nie zauważyłaś, że naprawdę zaczęłaś to robić. Ruchy twojego języka, pieszczoty łechataczki za pomocą warg i palców; wszystko było dokładnie tak samo, jak to robiłaś z Fu Hua. “Hua” chwyciła twoje włosy aby zbliżyć twoją głowę, a nawet posunęła się do uniesienia bioder w kierunku twoich ust.

Kretynko! usłyszałaś głos swojego własnego sumienia. Przecież sama mówiłaś, że nie jest ona Fu Hua, więc czemu nagle…

— Hmmm… ahhh… właśnie tak… CHOLERA! — jęczała z zachwytem, co odebrałaś jako sygnał do jeszcze mocniejszych pieszczot. Twoja partnerka krzyknęła twoje imię bez wahania, gdy wsunęłaś dwa palce drugiej dłoni do jej cipki…


Gdy po raz kolejny zamknęłaś oczy nagle wszystko się urwało; tak szybko jak zaczęło, a może nawet i szybciej. Przed twymi oczyma nastała po raz kolejny abolutna ciemność, twój umysł zaś dryfował w otchłani bezkresu. Bez celu, bez jakiejkolwiek świadomości w którą nawet stronę idziesz. Nawet nie wiedziałaś, czy w ogóle idziesz, stoisz czy siedzisz.

[T/I]

Czy twoje zmysły już oszalały, czy dopiero szaleją? Mogłabyś się założyć, że słyszysz ten sam czuły głos, co przed laty.

[T/I]

Może to jakaś słuchowa fatamorgana? Albo może naprawdę ona do ciebie mówi?

[T/I], obudź się…

Przed twoim obliczem oi wzrokiem zaczęło się powoli mrugać małe światło. Niby nic nie znaczące, ale i tak dodało ci to olbrzymiej nadziei i otuchy. Dostrzegłaś kontury własnych rąk i dłoni, a gdy spojrzałaś w dół w końcu spostrzegłaś swoje stopy i nogi. Z nową nadzieją w sercu pobiegłaś w stronę światła, które z każdym przebiegniętym centymetrem zbliżało się coraz bardziej, aż w końcu pochłonęło cię całkowicie.

Wiatr, śpiew ptaków…

Otworzyłaś delikatnie oczy i przetarłaś je, gdy wstawałaś do pozycji siedzącej. To był tylko głupi sen, ale wydawał się tak realny… co się stało…

— To dobrze, że w końcu się przebudziłaś. — odwróciłaś głowę, aby sprawdzić, czy nie masz omamów słuchowych, ale na całe szczęście tak nie było. Przed tobą siedziała twoja ukochana mentorka i kochanka we własnej osobie - Fu Hua.

Bez większego namysłu rzuciłaś się jej z płaczem na szyję, nie mogąc uwierzyć, że to naprawdę ona. Na wszelki wypadek nawet uszczypnęłaś jej policzki i przejęchałaś dłońmi po całym ciele, by sprawdzić czy nie rozpłynie się przed tobą w powietrzu.

— Nie martw się, to naprawdę ja. — uśmiechnęła się w twoją stronę delikatnie obejmując twoją zaczerwionioną i mokrą od płaczu i łez twarz.

— J-ja… ja tak tęskniłam!

— Ja również.

Tym razem to Fu Hua cię objęła, a ty to odwzajemniłaś, ciesząć się, że możesz w końcu poczuć poraz kolejny jej zapach i ciepło jej ciała. Gdy jednak się oderwałyście z uścisku wyraz twarzy twojej kochanki był bardzo poważny.

— Kochanie… — zaczęła patrząc na ciebie bardzo uważnie. — …posłuchaj mnie teraz uważnie. Czy pamiętasz jaki konkretnie obraz senny stworzyła ci w głowie Herrscher of Sentience? Nie wiem co zrobię, jeśli się okaże, że się bałaś…

Pokiwałaś głową przecząco; naprawdę nic nie pamiętałaś. Może było to zbyt taumatyczne lub obrzydliwe abyś chciała o tym pamiętać. Chyba lepiej dla ciebie, że o tym nie pamiętasz… Fu Hua westchnęła na to zrezygnowana i pomogła ci wstać.

— Wracajmy… — wyszeptałaś z czułością patrząc na Fu Hua, która w końcu się odrodziła niczym feniks z popiołów.

Obie ruszyłyście w stronę waszych towarzyszy ze splecionymi dłońmi; obie w końcu szczęśliwe, że możecie ponownie być razem.

I nic - nawet śmierć - nie będzie w stanie was rozdzielić.
Ani wcześniej nie było to możliwe. Ani nie będzie teraz, ani jutro. Nigdy.

Komentarze

Popularne posty